środa, 30 września 2009

Still I'm so much better than before!

Dzisiaj dzień chłopaka... lecz ja świętować nie mogę ponieważ nie mam chłopaka. Hehe. W każdym bądź razie - od niedzieli po wtorkowy wieczór (3, 1, 2 - rozkład godzinny) spotykałem się z Michasiem z czego... niedziela nie z mej inicjatywy, poniedziałek i wtorek - częściowo się do tego przyczyniłem.  No ale do rzeczy. Poza niedzielnym pożegnaniem nie było wielkich przejawów uczuć - niedziela skończyła się tak, że dostałem buziaka w policzek, zaś poniedziałek i wtorek - raczej normalnym uściskiem dłoni. Choć wczoraj usłyszałem parę razy, że miły ze mnie chłopak. Sam nie wiem co o tym wszystkim myśleć. No ale nic, dzisiaj tylko z Michasiem popisaliśmy smski (niczym rozdygocone nastolatki czekające z niecierpliwośćią na kolejną wiadomość - a bynajmniej ja, hehe). Choć wieczór się jeszcze nie skończył. 
No ale notkę zamierzałem pisać o czym innym a nie o Michasiu. Otóż, w wojsku nie pracuję już - a flaga im w odbyt. I nie dostałem jeszcze należnych mi pieniędzy za przepracowane godziny... ale własnie telefonowałem z jakaś mamą która chciałaby zapisać do mnie na korepetycje córeczkę swoją - 2 razy w tygodniu po godzinie. Tak więc narazie mam 5 godzin tygodniowo (a tylko 4 dzieci) więc 75 zł wyciągam - nie jest tak źle, mogło być gorzej a jeszcze rodzice trójki innych dzieci mogą zadzwonić ponieważ... no ponieważ. Tak więc przy dobrych wiatrach mam 9 do 10 godzin tygodniowo co daje 135-150 zł tydzień w tydzień. Dam radę...
Z kolejnych wiadomości - spinam zwieracze i wziąłem się za komiks porządnie - mam już przygotowane 8 stron, z czego 3 całkowicie wykończone i opublikowane online. Do końca roku 2009 mam zamiar wydać jeden zeszyt mający 40 do 60 stron (nie określiłem jeszcze ile stron w zeszycie - zależnie od weny) i jeśli mi się to uda to będę o krok bliżej spełniania swoich marzeń. Dochodowy interes to nie jest, ale daje wiele przyjemności i sprawia dużą radochę tak więc chciałbym się tego trzymać - może chociaz raz na x miesięcy wydać krótki 20 stronicowy rozdzialik jakiejś historii mojej. Chciałbym komuś swoimi rysunkami podarować uśmiech taki sam jaki pojawiał się na mojej twarzy gdy czytałem kolejny numer "Spider-Man" czy chociażby jakiegoś innego komiksu tudzież mangi (podałem przykład SM ponieważ był to mój pierwszy dojrzalszy komiks jaki zacząłem czytać... i wiem, że to właśnie on sprawił, że chcę sam tworzyć).
Do miłego...

poniedziałek, 14 września 2009

Woah! I feel so much better than before!

Czy jesteście zaznajomieni z piosenką "So much better" z musicalu "Legalna Blondynka"? Nie?
To zapraszam na YT

Tak samo jak Elle  goniłem za czymś ... sam nie wiem za czym - chęć bycia z kimś, chęć bliskości drugiego człowieka.... chęć związku? Nie wiem lecz wiem to, że tak samo jak Warner w tym teledysku - nie sprostawałoby to mym potrzebom.  Tak po prostu.
I w końcu gdy nadszedł czas zobaczyłem jak to jest. Znalazłem się na zupełnie innej liście i wiem, że znacznie lepiej ze mną jest.  Dzięki tejże liście dostałem pracę w wojsku.

and I so look forward to working with them
ponieważ praca w wojsku cudna i super   
Mam 12 godzin lekcyjnych tygodniowo (poniedziałek 7 i w piątek 5) i płacone mam 20 zł na rękę za godzinę :D Dodatkowo będę miał 14 godzin w tym miesiącu bo drugi lektor (Maciej który ma wtorki, środy i czwartki) jednego tygodnia wyjeżdża i we wtorek i czwartek idę "na zastępstwo" czyli kuźde.... za dwa dni pracy tygodniowo mam niecały 1000 zł.
Do tego korepetycje - 2 osoby są pewne, mglista przyszłość oplata jeszcze 5 dzieciaków czyli jakby wszystko się udało to z samych zajęć dodatkowych mam 105 zł tygodniowo (gdyż biorę 15 zł za godzinę - zachłanność nie popłaca).
No i w sumie moja sytuacja lepiej się prezentuje niż dwa lata temu a już zupełnie lepiej niż ta co była w zeszłym roku.
I feel so much better than before. 

Co do innych spraw... życie towarzyskie me rozwija się niczym rolka papieru toaletowego puszczona swobodnie po schodach Pałacu Kultury. Poznałem dwójkę wspaniałych ludzi w te wakacje i rozmowy z nimi (bo znajomości internetowe są to - Czarosław i Utaś) naprawdę pomogły mi zachować rozum z dnia na dzień gdy ma Pani Promotor nie odpisywała na moje desperackie maile błagalne... Nigdy nie myślałem, że akurat ja mogę mieć takiego doła i być na skraju depresji... no ale było i minęło. Dalej jestem sobą czyli wredną świnią z bananem na ryju który cieszy się ze wszystkiego a zwłaszcza z głupoty innych ludzi. Tak więc radujmy się (podejrzewam, że dzięki temu doświadczeniu z zawaleniem obrony stałem się jeszcze wredniejszy i cyniczny - choć nie wiem czy to możliwe).
Romantyk mojej duszy został skuty kajdanami i zamknięty w szafie. Pewnie ucieknie do Narni i go nie spotkam już. 
W każdym bądź razie w ostatnim tygodniu poznałem dwie kolejne ciekawie zapowiadające się osoby - Michaśka i Robucha (w sumie to nawet nie pochodzi od jego imienia prawdziwego, ale od kreacji internetowej dla napaleńców) no i burzliwie zakończyłem znajomość z Pawłem który... mimo moich najszczerszych chęci nie mógłby być moim znajomym. Prezentuje on sobą bowiem większość rzeczy którymi gardzę, albo bynajmniej się naśmiewam. No i jest osobą która desperacko pragnie związku - lecz nie starcza mu jedna osoba i na każdym kroku tworzy związki "pełne miłości i oddania" - z trzema lub czterema osobami na raz. No ale każda sytuacja ma swoje plusy i ta także. Pomogłem Robuchowi (gdyż czuł coś do Pawła - i ponoć z wzajemnością) udowodnić prawdziwe Pawła oblicze. Robuchowi powiedział, że jedzie do domu (mieszkał z Robuchem) a w rzeczywistości pojechał się kurwić (ponieważ innego słowa nie mam) z kimś z Gdańska. Nie jestem typem osoby współczującej, ale smutno mi z powodu Robucha ponieważ jest to facet który już (licząc Pawła) drugi raz się zawiód i został zdradzony (pierwsza była żona która zabrała mu córeczkę).
No a kolejna sprawa to to, że ta źle zaczynająca się znajomość z Michasiem zaczyna owocować. Rozmawiamy na gg gdy jest możliwość i w sumie są to dość ogólne rozmowy ale od tego się znajomości zaczynają. Ciekawe jak się to rozwinie. Chciałbym by rozkwitło koleżeństwo moje z Michasiem lub Robuchem ponieważ męczy mnie trochę to, że z osobami wartościowymi mogę rozmawiać tylko przez internet gdy jest potrzeba. Że nie mam nikogo pod ręką jak mam problem i po prostu chcę piwa wypić, pogadać...

środa, 5 sierpnia 2009

Wizyta-niespodzianka

Zacznę od tego, że wczoraj nie rozmawialiśmy z Czarosławem gdyż wrócił późno do domu i tak jakoś wyszło. Dlatego dziś - zupełny spontan - postanowiłem odwiedzić go w Miejscowości (nazwijmy tak jego miejscowość). Z racji tego, że wizyta niezapowiedziana liczyłem się z myślą, że go nie będzie w domu lub też będzie zajęty innymi sprawami. Jeśli bym go w domu nie zastał byłem gotów wrócić do domu nie mówiąc mu nawet o mojej wizycie (bo i po co?). No ale przed 12 dowiedziałem się, że "lansuje" się w jakimś ogródku kawiarnianym w centrum miasta - super. Pozostało ustalić jeszcze z kim też się "lansuje". Trochę wjechałem na ambicję i nic nie przeczuwająca ofiara podała, że siedzi z koleżanką. Po krótkim spacerze po Miejscowości trafiłem do owego centrum i po minięciu paru ogródków - zauważyłem Czarosława siedzącego do mnie plecami!! Lepiej być nie mogło! Z daleka już pokazywałem Koleżance (która widziała raz moje zdjęcie i zupełnie nie miała pojęcia kim jestem) żeby zachowała ciszę, lecz metr przed celem - Czarosław odwrócił się i mnie zobaczył. Ten wyraz twarzy był wart prawie 4 godzin jazdy pociągiem w jedną stronę! Przywitałem się ładnie z Koleżanką, z Czarosławem i posiedzieliśmy trochę w ogródku. Po godzince lub jakoś tak - postanowiliśmy się zebrać - Koleżanka w swoją stronę, ja z Czarosławem w drugą. Mieszkanie ma całkiem przytulne. No i co mnie ucieszyło wielce - na ścianie w przedpokoju znalazłem oprawiony w antyramę rysunek który zrobiłem z okazji jego urodzin. Bardzo miły gest gdyż spodziewałem się, że pewnie zginie gdzieś w szafie/szufladzie. Obejrzeliśmy jeden odcinek "Kiwaczka" (stara, radziecka bajka) i rozmawialiśmy. O wszystkim - no prawie o wszystkim... nie rozmawialiśmy o typowo "męskich" sprawach (czyli o tym co się w łóżku robi z drugim facetem) ale poza tym gadaliśmy o pracy, o życiu, o pasjach, o śmierci. O 16:30 (znalazłem go ok. 12:30) czyli 4 godziny później miałem pociąg powrotny na który Czarosław mnie odprowadził. Porozmawialiśmy jeszcze trochę i między słowami pojawiły się słowa Miejscowość i Baza (nazwa mojej miejscowości, również nazwana tak na miejscu - bo to moja "baza wypadowa" - stąd wyjeżdżam i tu wracam). Czyli oznaczać to może spotkanie w niedalekiej przyszłości - może.... ale nie musi. A teraz jestem już w domu i piszę tą notkę.
Ciekawe co przyniesie jutro...

Do swojej listy "strasznych" faktów dodałem:
- strasznie miło się z Tobą rozmawia 
o czym dowiedział się dzisiaj. Nie powiedziałem tego prosto w oczy, lecz wysłałem mu sms'a z pociągu. Nie dałbym rady mu tego powiedzieć, i tak wystarczająco często plątały mi się słowa i miałem problemy z powiedzeniem co niektórych zdań w jego obecności.

wtorek, 4 sierpnia 2009

Lista...

Nowy blog, nowy start - a te same problemy i tematyka. No w sumie nie całkiem - bo niby są stare, są także nowe i obce mi. 
W ogóle idea powstania tego bloga zrodziła się podczas wczorajszej rozmowy z Czarosławem - gdzie  trochę śmiało zacząłem pokazywać, iż nie jest mi całkiem obojętny i nie chcę być tylko kolegą. Dowiedziałęm się - tak przez przypadek podczas rozmowy o duperelach - że Czarosław ma trochę niskie poczucie własnej wartości. Swoją drogą, czemu mi się tacy "znajomi" trafiają? I każdy z nich w wieku 38-40... Mam przez to rozumieć, że to taki kryzys wieku średniego? Obym nie dożył tego. No ale wracając do tematu - począwszy od kwesti psującej się klawiatury rozmowa zeszła na sprawy dla mnie nie do śmiechu.  Usłyszałem (w sumie przeczytałem bo rozmowa na czacie się toczyła) coś takiego:
"juz myslalem zem taki straszny i sie nie smiejesz dlatego"
no i oczywiście od razu zbeształem Czarosława za mówienie czegoś takiego o sobie. Postanowiłem stworzyć listę pokazując, że "straszny" jest jedynie w pozytywny sposób i też dlatego na liście narazie (ciągle uzupełniam) znalazły się takie rzeczt ( o których Czarosław wie - bo powiedziałem):

- strasznie inteligentny
- strasznie kulturalny
- strasznie miły
- strasznie obyty
- strasznie oczytany
- strasznie pomocny
- strasznie śmieszny
- strasznie zabawny
no i, że posiada strasznie zaraźliwy uśmiech

Taki to on jest "straszny"...
Czego Czarosław nie wiem, to to że lista jest kontynuowana i będę mu o niej przypominał co jakiś czas. Narazie na liście znajdują się jeszcze takie pozycje: strasznie uprzejmy, strasznie przystojny, strasznie... kochany (nie wiem czy o tym ostatnim się w ogóle dowie).
No jakby nie patrzeć - lista jest i powoli rośnie. Mam nadzieję, że jeśli nas ta lista nie zbliży to chociaż podniesie jego poczucie własnej wartości.

Czekam chętnie na inne propozycje - co zrobić? jak pokazać że zależy? jak być pomocnym?